Anegdotka z życia muzealnego „personelu średniego”

„Rok 1972. Przygotowania do wystawy Canaletta ze zbiorów Zamku Królewskiego. Musiało być pięknie, najpiękniej na świecie. Został zatrudniony architekt wystawy, który wymyślił ściany obite złotym adamaszkiem z motywem liścia akantu. Pracowałam w dziale realizacji wystaw i wydawnictw z koleżanką Wiesią Zmyśloną i zakup adamaszku należał do nas. Bez emocji, bo przecież Łódź tkaninami stała, zadzwoniłam do działu zbytu sąsiadującej fabryki i poprosiłam o 300 metrów złotego adamaszku. W liście akantu. – nie ma – padła krótka odpowiedź Dzwonię do następnej fabryki, dwie ulice dalej. – 300 metrów złotego atłasu? W liście akantu? – nie ma Po 10-tym telefonie zrezygnowałam z liści akantu. – nie ma. Po 15-tym włączyła się Wiesia. Działałyśmy na dwa telefony i książkę telefoniczną: ja od góry, Wiesia od dołu. – nie ma. Dowiedziałyśmy się, że nasz atłas nazywa się purpur i może być czerwony, ewentualnie różowy. Szukałyśmy więc złotego purpur(u?)(a?) Po 3 dniach telefonowania zmieniłyśmy taktykę na kontakt bezpośredni odgórny, tzn. na wizyty osobiste u dyrektorów naczelnych. Miałyśmy to obstukane: spódnica w górę, dekolt w dół, oko na baczność i do przodu. Dotąd działało. – nie ma!! Zestarzałyśmy się, czy jak? Kolejny miły dyrektor wyjaśnił, że fabryka produkuje 30 tys. metrów czerwonego purpuru(a) na jednej zmianie. Jeśli on zarządzi przezbrojenie maszyny, przesnucie czerwonej nici na złotą dla 10 minut produkcji, a potem to samo w drugą stronę, to go na taczkach wywiozą robotnicy, POP, BHP i dyrektor Zjednoczenia. Byłyśmy załamane, bo dla Stanisławskiego nie istniały rzeczy nie do załatwienia. Uszami duszy słyszałyśmy „w Łodzi jest 1000 fabryk, a wy głupich 300 metrów szmaty nie umiecie załatwić?!” Została nam jeszcze jedna fabryka. Padło na Wiesię. Spódniczka, dekolt, oko i poszła. I nie wróciła. Dopiero następnego dnia opowiedziała pełnym zdaniem i własnymi słowami: weszła, grzecznie powiedziała, że z Muzeum Sztuki, nazywa się Wiesława Zmyślona… Dyrektor nagle wstał, bez słowa wyjął koniak i kieliszki i powiedział – takie spotkanie zdarza się raz w życiu. Nazywam się Stefan Prawdziwy. W czym mogę pani pomóc? Canaletto prezentował się nadzwyczajnie na tle złotego adamaszku. W liście akantu.”

O admin

Dziennikarz, autor m.in. audycji muzycznych, emeryt, o szerokich zainteresowaniach i umiejętnościach...
Ten wpis został opublikowany w kategorii TEKSTY Z NETU. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.