DWIE FOTOGRAFIE

To co najlepsze w fotografii kojarzy mi się z takimi nazwiskami jak Henri Cartier-Bresson, Robert Capa, Andre Kertesz, Robert Doisneau, William Klein czy Richard Avedon czyli z fotografią dokumentalną, która precyzyjnie rejestruje życie w ułamku sekundy. To może być 1/125 albo 1/250 sekundy. Tyle czasu potrzeba zwykle, aby zatrzymać życie w jego nieustannym ruchu. I jest to rzeczywiste, a nie wyobrażone (jak w innych sztukach plastycznych) unieruchomienie strumienia życia. Na tym polega specyfika fotografii, jej wielkość, doniosłość… Oglądając ostatnio w swoich zbiorach internetowych „francuskie” fotografie Henri Cartier-Bressona, które należą do najlepszych w jego dorobku, przypomniałem sobie teoretyczne dywagacje o obrazie artystycznym w filmie i innych sztukach, wybitnego reżysera rosyjskiego, Andrieja Tarkowskiego. Twórca takich filmów jak „Andriej Rublow”, „Zwierciadło”, „Stalker” zwraca wielokrotnie uwagę na unikalność, wyjątkowość, niepowtarzalność takiego obrazu i jego… typowość. Właściwości te wcale nie muszą być w stosunku do siebie w opozycji, kłócić się ze sobą. Mogą współistnieć, dopełniać się, stanowić jedność. „Obraz nie oznacza, nie symbolizuje życia, lecz ucieleśnia je i wyraża jego niepowtarzalność (…) Paradoks polega na tym, że to, co w obrazie jest najbardziej wyjątkowe i niepowtarzalne, w zagadkowy sposób staje się typowe (…) Typowość dochodzi do głosu nie tam, gdzie, jak się zazwyczaj uważa, pojawia się wspólnota i podobieństwo zjawisk, lecz tam, gdzie ujawniają się ich cechy jednostkowe (…) Obraz artystyczny jest zjawiskiem całkowicie unikalnym i niepowtarzalnym, podczas gdy zdarzenie życiowe może być zupełnie banalne”. Tak!… zdarzenie może być zupełnie banalne, a jego filmowy, literacki albo fotograficzny wyraz – absolutnie wyjątkowy. Tak jak u Cartier-Bressona. Bo przecież ożywiona konwersacja dwóch starszych pań na paryskiej ulicy jest czymś powszechnym, typowym i banalnym w gruncie rzeczy, ale obraz tego zdarzenia banalny nie jest! Proszę się bliżej przyjrzeć tym kobietom, ich sposobowi ekspresji, pieskowi, który wskoczył przednimi łapami na jedną z nich, co nie zaburzyło w żadnej mierze toku rozmowy, otoczeniu, które współtworzy znacząco klimat tej rozmowy. Typowe to i unikalne zarazem, obraz artystyczny o niezwykłej sile wyrazu. Podobnie rzecz się ma z inną fotografią Cartier-Bressona, też – jak się zdaje – wykonaną na jednej z paryskich ulic. W przeciwieństwie do pierwszej fotografii – pogodnej, optymistycznej i „życiodajnej” – ta jest ponura, okrutna i bolesna, a jednak dość typowa, banalna – można by rzec – jako zdarzenie. Ileż to razy widzieliśmy podobne rzeczy na zdjęciach takich czy owakich, amatorskich i profesjonalnych, czarno białych i kolorowych. Niektórzy z nas sami je rejestrowali aparatem albo smartfonem. Zdarzenie jest być może banalne, ale fotograficzny sposób zapisu tego zdarzenia – już nie! Do przeraźliwie wychudzonego biedaka (widać od tyłu tylko jego tors i nogi), który leży na betonowym podłożu, zbliża się stara kobieta ubrana równie skromnie jak on. Cartier-Bresson zarejestrował moment reakcji kobiety na te zwłoki – nie zwłoki. Wyczuwa się wyraźnie solidaryzm klasowy lub nawet – rodzinny, rodowy – w jej stosunku do niego. Kobieta mogłaby być jego żoną, siostrą, kuzynką albo znajomą. Oryginalne formalnie zdjęcie jest mistrzowską realizacją słynnej koncepcji „decydującego momentu” w fotografii, której autorem był właśnie Henri Cartier-Bresson.

„W fotografii nie chodzi jedynie o robienie zdjęć w przypadkowych momentach, lecz o uchwycenie tej jednej wyjątkowej chwili, która najlepiej przedstawi sens zdarzenia”.

Włodzimierz Szpak

Henri Cartier-Bresson, fotografia uliczna (Francja)

O admin

Dziennikarz, autor m.in. audycji muzycznych, emeryt, o szerokich zainteresowaniach i umiejętnościach...
Ten wpis został opublikowany w kategorii GOŚCINNIE. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.